Magda Urban

Moja przygoda ze szkoleniem psów zaczęła się przeszło 10 lat temu, gdy zostałam właścicielką małego kundelka. Zafascynowana Internetem, który był wtedy jeszcze dość młodym wynalazkiem, zaczęłam w sieci szukać informacji na temat wychowywania szczeniąt. Tak trafiłam na Barbarę Waldoch, która była pierwszą w Polsce propagatorką szkolenia pozytywnego, mimo, że robiła to zdalnie,
bo siedząc przy komputerze po drugiej stronie kuli ziemskiej. Chciałabym w tym miejscu wyrazić jej wdzięczność za wskazanie dobrego kierunku i "kliknięcie" mnie w odpowiednim momencie.
Ponieważ nie miałam jeszcze wtedy własnej rodziny, zaczęłam poświęcać czas na nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktów z osobami myślącymi podobnie do mnie i na zdobywanie doświadczenia w pracy z psami. Zorganizowałam trzy obozy klikerowe, na których spotykali się ludzie odnoszący się do swoich psów "po ludzku" i
pragnący, by były one szczęśliwe. Do dziś niezwykle miło wspominam tamte czasy i znajomości, które wtedy nawiązałam. Na jednym z takich obozów poznałam Paulinę Ziółkowską-Radomiak, z którą wiele lat później się zaprzyjaźniłam i założyłam fundację.
W pewnym momencie zaczęłam dostrzegać ograniczenia, a także skutki uboczne szkolenia klikerowego. Zauważyłam, że u psów regularnie szkolonych klikerem zaczynała wzrastać nerwowość i frustracja. Nie byłam też zadowolona z obserwowanych wyników pracy tą metodą z psami lękliwymi i agresywnymi.
Momentem przełomowym okazało się spotkanie w 2001 roku Turid Rugaas, która przyjechała do Warszawy na zaproszenie listy dyskusyjnej "Kliker" poprowadzić seminarium na temat sygnałów uspokajających. Wtedy właśnie, przyglądając się slajdom Turid i obserwując jej pracę z psami powoli wszystkie niepasujące do tej pory puzzle zaczęły się układać w całość. Zrozumiałam, że nauka posłuszeństwa nie ma nic wspólnego z grzecznością psa, i że to nie kliker jest zły - zła jest cała koncepcja dostosowania psa poprzez szkolenie do naszych oczekiwań i ambicji.
Postanowiłam lepiej poznać metody Turid i w 2004 roku zostałam członkiem założonego przez nią stowarzyszenia Pet Dog Trainers of Europe. Zaczęłam systematycznie jeździć zagranicę i poszerzać swoją wiedzę o psach, a następnie teorię wcielałam w praktykę, prowadząc różnego rodzaju zajęcia dla psów. Zostałam asystentem kynologicznym oraz skończyłam kurs dla behawiorystów. Nawiązałam też współpracę, jako autorka tekstów, z magazynem "Mój Pies" i przetłumaczyłam kilka książek o szkoleniu psów. W 2007 roku wraz z Pauliną założyłam fundację Psia Wachta by promować pozytywne metody pracy z psami. W ramach naszej działalności organizujemy seminaria, kursy instruktorskie i wydajemy wartościowe naszym zdaniem książki o psach.
W międzyczasie założyłam rodzinę i urodziłam dwie córeczki. W połączeniu z dwoma psami, które były w naszej rodzinie wcześniej, daje to sporo zamieszania w domu, jednak staram się zachować równowagę i dbać o potrzeby każdego z moich "dzieci" - zarówno tych dwu- jak i tych czteronożnych, nie zapominając w tym wszystkim także o sobie. Macierzyństwo pobudza mnie do nieustannej pracy nad sobą i szukania lepszych rozwiązań, a jednocześnie przynosi olbrzymią satysfakcję. W wychowywaniu dzieci kieruję się zasadą, że dziecko grzeczne jest wtedy, gdy czuje się dobrze.
To odnosi się również do psów.

